Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
H a p p i n e s is easy.

VI. Zbudzenie

Sam się sobie dziwię, jakie nagle ogarnęło mnie odprężenie. Może to znów ta pewność siebie przemawiała z wewnątrz. Nie podejrzewałbym Jaspera, skradającego się gdzieś za rogiem i manipulującego moim nastrojem, był zajęty Alice. Okręciłem kij w dłoni, przyglądając się brązowawym ściegom drewna. Pomasowałem jeden palcem wskazującym, gdy mimo woli do mojego umysłu wkradł się obraz, jak badam dłonią kształt mięśni Indianina.
 – Cholera jasna. – rzuciłem kijem o podłogę i złapałem się za skronie. O czym ja do licha myślę.
Wstałem z fotela, kierowany jakimś zimnym myśleniem, nakazującym mi jak najprędsze wyjście z salonu. Chciałem wyjść na powietrze, obiec cały las wokół granicy. Zrobić cokolwiek, by nie kusić sytuacji, kiedy ten chłopak znajdywał się w moim domu. Co we mnie wstąpiło?
Raptem w myśli wdarł mi się jakiś zamazany obraz, przypominający gęsto zamglony mieszany las. To nie były moje wizje, nie gnałem przed siebie, nie pode mną ziemia wydawała się falować, kiedy w ruchu zanikała pod łapami.
To jego sen? Zaczął się leniwie gramolić na kanapie, obsuwając jedną nogę na drugiej. Taki wielkolud nie mieścił się na sofie nawet w kłębie, myślałem, że zaraz wyprze nogami podłokietniki i znów zapadnie szczęśliwy w sen, jakby siedział w swojej ciepłej norze.
W ciszy podniosłem powolnie kij do ręki, wyczekując jego zbudzenia. Moje oczy powinny obserwować jego ścięgna i ruchy głowy, zaalarmować mnie o najmniejszym sygnale gotowości do ataku, ale jakby miały własną wolę i rozum, omiotywały całe ciało chłopaka. Jego cera przypominała gładki karmel i choć pijałem krew, zastanawiałem się, czy mogła smakować równie słodko.
Zbulwersowałem się na to kulinarne porównanie, bo nie było one bynajmniej objawem głodu, ale jakiejś chorej fantazji. Na litość boską, nie mogłem pojąć co się ze mną dzieje. Przecież ten kundel tak cuchnął.
Zaczął się skrzętniej ruszać, chyba wreszcie zaczął wracać do żywych. Na moim ustach na pewno zagościłby chytry uśmiech na widok tego, jak nagle zalewa go fala promieniującego z czaszki bólu. W końcu uderzyłem go z całej siły, miałem szczerą nadzieję zobaczyć jak trochę cierpi.
Złapałem mocniej za trzon pałki. Na wszelki wypadek ograniczałem siłę, żeby nie skruszyć drewna w dłoni. Indianin złapał nieprzytomnie za tapicerkę i powolnie przekręcał się w stronę podłogi. Nie wiem jak jeszcze bardziej tak kamienną istotę jak ja, mogło zamurować na widok jego ostro wyciosanych rysów twarzy. Jodyna rozmazywała się wstrętnym kolorem na jego policzku, ale była absolutnie niczym istotnym, podczas gdy jego twarz sprawiła, że gdybym wciąż był człowiekiem, stanęło by mi serce. Nie był blady, miał piękny, słoneczny odcień skóry, wieńczącej wspaniałą, ponad młodzieńczą budowę. Alabastrowego odcienia miałem już całkiem dość, oglądając go wśród pobratymców i anemicznych ludzi z Forks przez setki lat. Zmiennokształtny wydawał się dla mnie zmysłowym zjawiskiem, choć zapewne identycznie wyglądała reszta jego watahy. Mocno wyćwiczeni chłopcy, wchodzący w okres przeobrażenia. Jeszcze większego wdzięku w moich oczach dodawała mu moja świadomość, że zmiennokształtnych bardzo powolnie dotykały objawy starości. Przez chwilę niemalże ujrzałem go w greckiej todze, choć bogów olimpu zapewne uważało się zawsze w kulturze za białoskórych. Nie miało to znaczenia, kiedy wachlarz ciemnych rzęs wciąż zasłaniał tajemnicę, jaką była barwa i charakter jego spojrzenia. Zapragnąłem skoczyć do niego i rozewrzeć delikatnie powieki Indianina, dając upust utęsknieniu.
Nieśmiale podszedłem o jeden krok, mając się wciąż na baczności, choć jego obecność wytrącała mnie z trzeźwości zmysłów. Zimny rozsądek, jak ofiara potopu wynurzył się zza burty i zaczął nachalnie zdejmować barierę, ograniczającą dostęp myśli rodziny do mojego umysłu. Chciał zmusić mnie, bym pobiegł po Emmeta lub Jaspera, aby przejęli moją wartę, lecz niestety natychmiast zalała mnie fala wizji wzdychających podczas stosunku ciał i cieknąca strugami krew z namiętnych pocałunków i zżytych ugryzień.
W klatce zaczął uciskać ogłuszający, tępy ból, zabierając mi na sekundy oddech. Indianin ułożył swoją twarz na pokaźnie wyrzeźbionym ramieniu, gdzie byłem w stanie dostrzec jego lico w pełnej krasie. Obrócił się chwilo na bok, podpierając się niezdarnie na łokciu. Po chwili narastającego we mnie napięcia tajemnica została delikatnie odsłonięta. Miał zapierający dech w piersiach bursztynowy odcień tęczówek.
Zmarszczył gwałtownie nos, wbijając się w róg kanapy. Stałem wciąż nieruchomo, czując jak miota wzrokiem to na mnie, to na pałkę.
 – Kim ty kurwa jesteś?


Głosuj (0)

TsukiYasha 14:01:39 28/08/2010 [komentarzy 2] Komentuj

V. Zmiana

Zapadł ciepły wieczór, gdy wszyscy ponownie pochowali się do swoich pokoi. Wzmocniłem blokadę, aby dać im znacznie więcej prywatności, niż zwykle, mogąc przynajmniej całkowicie skoncentrować się na wyciszonym umyśle wilka. Mnie przypadło sprawowanie nad nim pieczy. A właściwie wojskowego dyżuru. Po części miałem to Carlisle'owi za złe, ale z drugiej strony i tak nie mógłbym teraz nic skomponować na fortepianie, kiedy ten kawał mięsa chrapał na kanapie. Profilaktycznie towarzyszył mi kij baseballowy, który chociaż dawał zajęcie znudzonym rękom, choć czułem się z nim jak zamożny lord w zamszowym fotelu, bawiąc się jego rękojeścią, jak trzonkiem eleganckiej laski.
Przyglądałem mu się z ciekawością, nie mrużąc ani razu powieką. Nie musiałem, ale nawet nie czułem aż tak wielkiego znużenia jego widokiem. Wciąż nastrajałem myśli na odbiór jakiegokolwiek sygnału z jego umysłu. Czy tak jak wizje Alice, potrafił blokować moje myśli? W każdym razie, jeśli o czymkolwiek śnił, nie byłem w stanie nic wychwycić.
Podrzuciłem trzonek kija do drugiej dłoni, jak zabawkę, kiedy spostrzegłem ruch na kanapie. Piorunem złapałem za gardę i wbiłem wzrok w wilka. Jego kontur rozpływał się, tracąc ostrość na zjeżonym włosiu. Futro zaczęło się wygładzać i powolnie skracać, zagłębiając się pod jego skórę. Kark, jak zwężana obroża kurczył się, a bary zatracały swoją kościstość.
Zmienia się. Ale wciąż nic nie słyszę.
Wilcza anatomia stopniowo zanikła, obnażając karmelowe łopatki z lekko opalizującym matem. Chłopak był bez pudła Indianinem, znad karku wyłoniła się strzępiona strzecha czarnych włosów. Ścinał się, więc może nie był żadnym wilczym prymitywem, ale wciąż ściskałem drewnianą pałkę. Jeden ruch i będzie ogłuszony.
Nie poruszył się, ściągnął tylko jedną łopatkę i po chwili znów rozluźnił mięśnie. Choć jego wilczy smród wyciskał łzy z oczu, wydawał się zupełnie nie pasować do tak zadbanego osobnika. Już wiedziałem, że był to jakiś Quilecki szczeniak. Wyrośnięty, w kłębie miał rozmiary dwudziestolatka, ale wciąż imponowały mi jego szerokie barki. Nawet jako zmiennokształtny w błyskawicznym tempie nie uzyskał by takiej muskulatury. Ramieniem lekko przysłaniał mięśnie brzucha, gramolił nim jak kot w posłaniu. Do jego świadomości chyba nie dochodził mój zapach, skoro po mowie ciała wyraźnie czuł się jak u siebie. Dzięki Carlisle'owi jego policzek nie cuchnął już wilczą krwią, ale jałowa gaza wciąż szarpała po węchu zapachem jodyny. Znajdywałem się w niewielkiej odległości od niego, zapach był cokolwiek niemiłosierny. Jego senny spokój zbijał mnie z pantałyku, przestałem wierzyć, że zerwałby się na nogi i rzucił mi się do gardła.
Usiadłem z powrotem na fotelu, nakładając nogę na nogę. Znów przebierałem trzonkiem kija w palcach, ale z irytacją skrobałem pazurami bruzdy w drewnie trzonka. Na chwilę zyskałem więcej spokoju. W znanym mi wieki pokoju nie znalazłem nic, co zainteresowałoby mój wzrok. Ponownie wróciłem do obserwacji chłopaka, kulącego głowę w swojej piersi. Osobiście nie miałem tak pokaźnej budowy, więc zastanowiłem się przez chwilę, jakim uczuciem było dotknięcie w pełni rozwiniętej męskiej piersi, czy mogła być surowo twarda, czy też miała w sobie odrobinę miękkości. Choć chciałem karać się za to myślami, mój wzrok znalazł się na jego pośladkach, które odstawały kształtem od reszty ciała i wydawały się pełne oraz wyraźnie miękkie. Przynajmniej po przemianie miał na sobie jakiś kontur jeansowych szortów, ale na szczęście materiału było więcej niż jak na współczesnych jak to mówią, stringach.
Ujrzałem w głowie jego tyły, skąpo odziane w podobnej bieliźnie i nie wiedziałem czy parsknąć śmiechem, czy zakryć oczy w nadziei, że przysłonię tym wstrętny obrazek.
Lekko westchnąłem, zagłębiając się nieco bardziej w fotelu. Poczułem się dziwnie odprężony, a moje oczy znów chciały zerknąć na uwieńczenie dołu jego pleców.
Nie, powiedziałem sobie. Spojrzałem kątem oka na kij, który miałem w ręce. Podrzuciłem go w dłoni i przyjrzałem się bruzdom. Ja to zrobiłem? Bynajmniej nie czułem się teraz zirytowany.


Głosuj (0)

TsukiYasha 18:26:40 26/08/2010 [komentarzy 2] Komentuj



.....................................................................................................
Main
Strona Główna
Dodaj do Ulubionych
Zajrzało: 1709
.....................................................................................................
Ksiega
Zobacz
Dodaj wpis
Wpisy: 3
.....................................................................................................
Kilka słów
Jeśli jakiś czytelnik życzy sobie być informowanym o nowej notce, zapraszam do wpisu w księdze gości. Wymagany jest tylko adres bloga. Notki będą pojawiać się przewidywanie nieregularnie, kiedy wiadomo, że dobrze dopracowany tekst wymaga weny, przez co będę się starać nikogo nie zawieść. Gorąco zapraszam.
.....................................................................................................
Opis bloga
Opowiadanie fanowskie o pożądaniu, wzmagającym się w Edwardzie Cullenie i Jacobie Blacku. Historia zawiera treści niestosowne dla wrażliwych i homofobicznych osób, zaś wszelkich entuzjastów paringów homoseksualnych gorąco zapraszam.
.....................................................................................................
Linki
#Tutaj zostaną wpisane adresy blogów, które będą informowane o nowej notce.#

nawet-tam-gdzie-wszystko-sie-konczy-ja-odnajde-swoj-poczatek
une.impasse
HanaHime

.....................................................................................................
Archiuwm
2010
Sierpień
.....................................................................................................
Layout
Dot. dla Layout4you
.....................................................................................................
Credits
Picsearch
Smashmethod
Pattern
Overdrive
.....................................................................................................